Dziś mamy 16 grudnia 2017 roku

Multimedia

Ostatni mecz

Proch Pionki 1:1 (1:0) Centrum Radom
18 listopada Godzina 13:00

Najbliższe wydarzenia

Pierwszy trening drużyny seniorów

Poniedziałek 15 stycznia


 Początek rundy wiosennej w Lidze Okręgowej

17/18 marca

Najlepsi strzelcy KS Proch

LO

Mateusz Szczepański, Mkhanyiseli Siwahla - 4

 

U-17

Adrian Pachlerski - 3

 

U-14

Jakub Drab I - 12

 

U-12

Michał Drab - 12

Galeria



Nasi sponsorzy

SIŁOWNIA STADION PIONKI ZAPRASZA!

ul. Sportowa 4

Godziny otwarcia: poniedziałek - piątek 14.30 - 21.30

*w dniach 6-31 grudnia

PROMOCYJNY CENNIK!!

Wejście jednorazowe (do 3 godzin)

12 zł - normalny

10 zł - ulgowy (młodzież do 18 lat)

6 zł - posiadacze Pionkowskiego Lauru Młodzieżowego

Karnety (wejście OPEN)

60 zł - normalny

50 zł - ulgowy (młodzież do 18 lat)

30 zł - posiadacze Pionkowskiego Lauru Młodzieżowego

Więcej informacji pod numerem tel. 515-435-745

Info kibice

Wariaty '06

 

Barwy: biało-zielone

Zgody: Szydłowianka Szydłowiec (oficjalnie przybita podczas wyjazdowego meczu do Kozienic 26 kwietnia 2009)

FC Radomiaka Radom

Układy: Polonia Iłża

Kosy: Powiślanka Lipsko, MKS Kozienice, Broń Radom

 

Historia


Początki (okręgówka, baraże ze Stalą Kraśnik, III liga sezon 1993/94)


Początek był dość banalny. Zaczęło się od tego, że na jesień 1992 roku drużyna Prochu grała bardzo dobrze (efektem było mistrzostwo "okręgówki" i późniejszy awans do 3 ligi). Prekursorami ruchu kibicowskiego było trzech...pijaczków, którzy siedzieli na trybunie od kościoła na środku pod drzewem. Tam w przerwach między popijaniem winka prowadzili doping dla Prochu. Jeden z nich miał szalik. To był koleś, który jako pierwszy zaczął chodzić w szaliku na mecze. Chodzi ponoć nieraz do dziś (słynny Janek K.). Na jesień '92 jeszcze bardzo nic się nie działo. Z jedynych ciekawych wydarzeń należy odnotować pierwszy wyjazd kibiców Prochu na mecz do Zwolenia na Zwoleniankę (walczyliśmy wtedy ze Zwolenianką o awans). Lecz trudno to nazwać wyjazdem, bo ekipa była raczej piknikowa i nie było zorganizowanego dopingu.


Sytuacja zaczęła poprawiać się na wiosnę '93. Drużyna wygrywała mecz za meczem. Zaczął się pojawiać młyn. Na początku było to jakieś 20 osób. Były już nieśmiałe próby dopingu.Trzeba przyznać, że prym wiedli wtedy ci pijaczkowie. Na wyjazdy jeździło trochę kibiców z piłkarzami plus pikniki, ale raczej nie zaliczałbym tego do wyjazdów z kibicowskiego punktu widzenie. Może oprócz Garbatki, gdzie był załatwiony autokar i jako taka ekipa. Przełomowym meczem był baraż o wejście do 3 ligi ze Stalą Kraśnik. Na ten mecz zostały uszyte flagi (w sumie to zrobione z prześcieradeł i pomalowane farbą olejną), zakupione zostały petardy, zrobione konfetti. Nasz młyn liczył jakieś 80 osób (w tym było 5 kibiców Radomiaka). Na tym meczu też po raz pierwszy pojawili się kibice gości. Dość konkretna 50 osobowa ekipa - każdy w szaliku i z kilkoma flagami (podczas meczu nawet jeden z kibiców z Kraśnika wbiegł na boisko z zamiarem pobicia sędziego). Po wygranym 1:0 meczu doszło do małego starcia z kibicami Stali pod ich autokarem (zakończonego naszym zwycięstwem), ale trzeba przyznać że prym wiedli w tym kibice Radomiaka walczący po naszej stronie. Tydzień później był wyjazd do Kraśnika. Był to ostatni wyjazd zorganizowany przez klub. Na miejsce zbiórki pod halą stawiło się około 50 kibiców i 30 pikników. W pewnym momencie mało nie doszło do bijatyki. Pikniki buntowały zarząd by nas nie zabierać, a my nie chcieliśmy pikników. Nie pamiętam już ceny wyjazdu, ale była baaaaardzo duża (autokar załatwił jeden z działaczy i widocznie chciał na tym zarobić). W efekcie czego kibiców pojechało tylko 20 (dużo osób nie miało tyle kasy na wyjazd) i 30 pikników. W Kraśniku, gdy podjechaliśmy pod stadion od razu zostaliśmy zaatakowani przez miejscowych. Musieliśmy się wycofać do autokaru. Nasz "prekursor" podczas tego starcia stracił jedyny szalik, jaki wtedy mieliśmy. Po chwili pojawiła się policja i my udaliśmy się na sektor, bo pikniki z Pionek rozproszyły się po całym stadionie. Cały mecz to nerwówka. Zakończył się wynikiem 0:0 (dającym nam awans), co rozwścieczyło miejscowych kibiców. Nas z awansu do 3 ligi cieszyło się 20, a ludzi z Kraśnika wkurzonych na nas było 3-4 tysiące. W ogóle cały stadion zionął do nas nienawiścią. Po meczu policja eskortowała naszą 20 do autokaru, przed którym czekało jakieś 300 kibiców Stali, którzy chcieli nas obić (naprawdę nie przesadzam). Dostało się jedynie paru pionkowskim piknikom, którzy przez tłum miejscowych przebijali się do autokaru. Po pewnym czasie odjechaliśmy. Pamiętam, że cała drogę powrotną darliśmy ryja w autokarze na złość piknikom. Był to ostatni wyjazd na jaki pojechaliśmy razem z piknikami.

Następny sezon 93/94 to już 3 liga. Mecze u siebie wyglądały bardzo podobnie. Młyn liczył jakieś 50-60 osób (wyjątek Korona) w miarę tych samych. Wtedy tez pojawiły się pierwsze szaliki (na razie były to pasiaki). Doping był zawsze na każdym meczu. Były tez inne akcesoria kibicowskie. Modne wtedy były świece dymne, które to jeden z kibiców Prochu kradł swojemu ojcu ze sklepu. Jakoś drogo wtedy kosztowały. Z ekip przyjezdnych odwiedziły nas wtedy: Broń Radom (około 50 osób) - mecz bez historii, nic się nie działo. Potem była Korona w 25 osób. Na tym meczu nasz młyn liczył jakieś 200-250 osób + 150 Radomiak. Po meczu tym doszło do starć kibiców Radomiaka i Prochu z policją. Awantura była dość konkretna, kibice Korony dość długo byli trzymania na stadionie po meczu. Kolejni przyjezdni to kibice Orląt Łuków. Było ich jakieś 60 osób. Dziwna to była ekipa, większość była w wieku około 30 lat. Jako ciekawostkę podam, że pod koniec meczu stoczyli walkę z...piknikami. Zanim szalikowcy pobiegli na druga stronę stadionu już było po awanturze. Górnik Łęczna był w 50 osób. Raczej konkretna ekipa. Doszło po meczu z nimi do małej wymiany kamieni pod basenem (tam mieli autokar). W sumie nic wielkiego. Był też AZS Biała Podlaska (50 osób). Wyszło śmiesznie, bo w pewnym momencie nasz młyn zaczął skandować "biała podpaska" oni zrozumieli "Biała Podlaska" i odpowiedzieli "Pionki". W przerwie doszło do rozmów z kibicami AZS-u oraz do wspólnego spożywania alkoholu. W wyniku tych rozmów został zawarty pakt o nieagresji z kibicami AZS-u. Niestety był to nasz pierwszy i ostatni kontakt z nimi. Więcej nie spotkaliśmy ich na kibicowskim szlaku. Szkoda, bo spoko kolesie z nich byli.

Nieco inny przebieg miał mecz ze Spółdzielcą Morszków - była to trzecia kolejka od końca. Mecz ten został sprzedany niestety przez naszego bramkarza Janusz Kępę. Przesądził on o spadku Prochu. Cały młyn wtedy skoncentrował się ubliżaniu piłkarzom, działaczom, zarządowi. Za to zostaliśmy ukarani tym, że na ostatni mecz sezonu z Granatem Skarżysko, klub kibica nie został wpuszczony i większość z nas oglądała mecz zza płotu.

 

Wyjazdy zostały zaliczone tylko trzy (pikniki jeździły na każdy wyjazd). Pierwszym był wyjazd do Ostrowca, na który udało się 40 fanów. Po wejściu na stadion zostaliśmy zaatakowani przez liczniejszą grupę kibiców KSZO. W wyniku starcia straciliśmy dwie flagi (kiepskiej jakości). Kilka osób miało też rozbite głowy. Jednym z sukcesów tego wyjazdu było przebiegnięcie się po gościu, który atakował nas z drugiej strony. Warto podkreślić nasze honorowe zachowanie. Po całych zajściach policja wyłapała kilku kibiców KSZO, lecz "nie zostali przez nas rozpoznani " jako osoby, które nas zaatakowały. Kolejnym wyjazdem na jakim byliśmy był Bodzentyn. Na ten wyjazd udało się około 80 kibiców Prochu. Pod koniec meczu doszło do starcia z miejscowymi kibicami (choć trudno ich nazwać kibicami) - byli to poprostu ludzie zebrani z wioski, którzy przyszli wziąść na nas rewanż za zajścia przed meczem jaki miały w tej miejscowości tzn. obicie przez nas kilku kolesi. Niestety część kibiców Prochu nie podjęła walki salwując się ucieczka przez płytę boiska. Ci co zostali na sektorze stoczyli wyrównany pojedynek z miejscowymi. Grupa która przebiegła przez boisko została też solidnie spałowana przez policję, która właśnie w tym momencie pojawiła się na stadionie. Po prostu policjanci nie wiedząc co się dzieje, zaczęli pałować biegnących kibiców Prochu. Po meczu w drodze powrotnej doszło w autokarze do małych przepychanek i wyjaśniania całego zajścia. Powiem tylko tyle, że dla niektórych był to ostatni wyjazd w "karierze". W drodze powrotnej odbyła się również pierwsza "promocja sklepowa" (dla mnie to było zwykłe skurwysyństwo, nigdy tego nie popierałem), co przypłaciliśmy godzinnym postojem w Skarżysku. Trzecim wyjazdem, na jakim byliśmy był mecz z Bronią Radom. Na tym wyjeździe było nas 50 + kilkunastu kibiców Radomiaka. Mecz bez historii. Jedynym akcentem który warto odnotować było to że w pewnym momencie dwóch kibiców Prochu wraz z dwoma kibicami Radomiaka podeszło pod młyn Broni w celu uciszenia gospodarzy, śpiewających "brzydkie" piosenki na Proch i Radomiaka. Zostali uciszeni werbalnie (do rękoczynów nie doszło) i do końca meczu nie zaśpiewali żadnej piosenki na Proch i Radomiaka.

Więcej na wyjazdach już nie byliśmy. Przede wszystkim szwankował brak organizacji. Odległości były też spore. Klub w żaden sposób nie pomagał kibicom. Parę razy chcieliśmy pojechać skromną ekipą z piłkarzami, ale niestety działacze nie chcieli nas zabrać. Spowodowane było to tym, że na jednym z meczy (bodajże z Tłokami Gorzyce) jeden z kibiców rzucił w sędziego liniowego szklaną butelką i klub musiał zapłacić karę. Ogólnie rzecz biorąc były solidne podstawy ekipy kibicowskiej. Nie wiadomo jak by się to potoczyło dalej, gdyby Proch się utrzymał w 3 lidze.

Złote czasy 4 ligi

 

Trwa zbieranie materiałów



Próby po latach (okręgówka 1999/2000)


Wraz z powolnym upadkiem klubu zanikał i ruch kibicowski przy Sportowej. Nikomu nie uśmiechało się oglądać serii porażek, a tak było w sezonie 1997/98, gdy Prochownia spadała z 4 ligi. Kolejne trzy lata spędziliśmy w okręgówce. Nieraz na meczach bywało gorąco i ciekawie, ale zorganizowanego dopingu nie udało się zorganizować. Brak było przede wszystkim atrybutów w postaci flag, szalików i osoby, która potrafiłaby to wszystko ogarnąć. Dlatego przyjeżdżający do Pionek kibice np. Broni Radom mogli czuć się jak u siebie i śmiało spacerować po całym stadionie. Może to trudne do uwierzenia, ale takie były właśnie wtedy czasy.
Tych trzech lat nie można zaliczyć tak całkiem do zmarnowanych. W sezonie 1999/2000 wydawało się, iż są dobre podstawy do tego by coś się wreszcie ruszyło. Chociaż piłkarze grali słabo, to kibicom w rundzie jesiennej udało się zorganizować 3 wyjazdy. Każdy odbił się szerokim echem w regionie i na każdym z nich było bardzo ciekawie. Zaczęło się od Garbatki, a tam przecież zawsze coś się dzieje. Tak też było i tym razem. Miejscowi próbowali jakiejś akcji i nawet lekko kogoś obili, ale po 5 minutach zostali ostro sklepani i wygonieni ze swojego stadionu. Jeden przeszedł nawet szybką operację plastyczną nosa. Wyjazd ten organizowany był na zupełnym spontanie. Nie było jakiejkolwiek organizacji. Był to jednak jakiś impuls do działania. Potencjał był i trzeba go było wykorzystać. Następny wyjazd wypadł do Warki. Przypomniała wtedy o sobie Stara Gwardia. Autokar załatwiał "Stecyk" i tak jak kiedyś kombinował, tak i do Warki mocno pokombinował. Skończyło się na tym, że kierowca nie chciał wracać do Pionek, bo miał niezapłacone a cała kasa poszła w "przelew". Tak intensywny, że niektórzy byli wleczeni do autobusu. Kierowca został ostatecznie przekonany, że po powrocie do Pionek za kurs zapłaci pod halą prezes Lepa:-) Takie to były spontaniczne czasy. Oczywiście więcej z tym panem nie pojechaliśmy a każda kolejna próba wynajęcia go, kończyła się cenami z kosmosu. Sam wyjazd do Warki to jedno ogromne pijaństwo, wejście z bramą, szaber i "promocje" na mieście. Podobnie przebiegał wyjazd do Iłży. Tutaj skończyło się na sporej awanturze z miejscowymi a poszło o butelkę wódki, która została zarekwirowana jednemu z weselników. W trakcie meczu trwały poprawiny a dom weselny był tuż za jedną z trybun. Spięcie było krótkie, ale intensywne i zakończyło się wycofaniem naszej ekipy ze stadionu. Ten wyjazd a także wcześniejsze do Warki i Garbatki sprawiły, że intensywniej zaczęła działać policja. Coraz ciężej było znaleźć przewoźnika na mecz. W ten oto prosty sposób zakończyła się na baaardzo długi czas era wyjazdowa. Jeszcze na wiosnę tego samego sezonu zaliczony został wyjazd na Broń. Już na stacji PKP doszło do starcia, zdobyty został jeden szalik, ale na stadion mało, kto dotarł a Broniarze jeszcze po meczu szukali winnych w autokarze, którym przyjechali zawodnicy.


Kolejne lata to coraz gorsza gra piłkarzy i spadek z okręgówki do klasy A. Życie kibicowskie zamarło i nic nie wskazywało na to, że możemy jeszcze powrócić. Wprawdzie na większość wyjazdów docierali kibice z Pionek, ale nie były to zorganizowane eskapady, z kibicowskiego punktu widzenia. Raczej grupka znajomych, zapaleńców, dwa-trzy samochody i spokojne oglądanie meczów. Nieraz kilka osób pojechało z piłkarzami. Dopingu praktycznie nie było.


Odrodzenie (od sezonu 2004/05 po czasy obecne)


Najlepszym momentem do odrodzenia ekipy kibicowskiej są zazwyczaj dobra gra piłkarzy i awans klubu do wyższej ligi. Tak też było i w Naszym przypadku. Po czterech latach smutnej wegetacji w klasie A udało nam się wreszcie awansować do "okręgówki". Sezon 2004/05 można śmiało uznać za początki ruchu kibicowskiego przy Sportowej po baaardzo długiej przerwie.


Sezon 2004/05 (klasa A)


W rundzie rewanżowej udało nam się zorganizować pierwszy wspólny wypad na mecz wyjazdowy. Wypadło na Przysuchę. Po raz pierwszy od dawien dawna silna, około 40-osobowa ekipa wspomagała Prochownię na boisku rywala. Na początku wszystkiego się dopiero uczyliśmy. Nie było jeszcze większej organizacji. Nie mieliśmy żadnej flagi na płot. Najważniejsze było jednak to, że pojawili się ludzie chcący coś ogarnąć i próbować stworzyć. Kolejny mecz to pojedynek na własnym boisku z KS Potworów. Tego dnia przypieczętowaliśmy nasz awans do okręgówki. Pojawił się wreszcie spontaniczny doping, ale nadal ekipa nie była zwarta i zorganizowana. Część siedziała na miejscu starego młyna od kościoła a część zdzierała gardło od "czerwonego". Po meczu długie i męczące świętowanie i zapowiedzi odnowy.
Jak się zapowiedziało tak też się stało. Na ostatnie spotkanie sezonu z Jodłą Jedlnia udało się zorganizować balony i skromną oprawę. W młynie pojawiło się około 50 osób. Na razie było skromnie. Nie wszyscy się jeszcze przekonali.


Sezon 2005/06 (okręgówka)


Inauguracja z Orłem Gielniów wypadła świetnie. Prawie 800 osób na całym stadionie, dobra liczba w młynie, wreszcie porządna oprawa i świetny doping. Cały czas szwankowała jednak organizacja. Z tego powodu nie wypalił nam pierwszy wyjazd do Iłży. Wyjazd bardzo ważny, ponieważ Polonia jako jedna z nielicznych ekip miała ekipę kibicowską i w dodatku z różnych dziwnych względów wrogo do nas nastawioną. Autokar został wynajęty, ale zabrakło ludzi by go wypełnić. Część osób pojechała prywatnymi autami i z wyjazdu wyszły nici. Były to jednak złe miłego początki. Kolejny wyjazd wypadł nam w Kazanowie. Tym razem wszystkie kwestie zostały dogadane i silna 50-osobowa ekipa zjawiła się za Prochownią w tej wiosce. Wszędzie, gdzie pojechaliśmy wzbudzaliśmy sporą sensację. Zaraz pojawiały się docinki miejscowych, ale zawsze kończyło się na gadce i chowaniu wieśniaków za plecami policji. Zaczęliśmy od Kazanowa i zaczęło się ciekawie. Najpierw przerwanie meczu i pogoń za sędzią głównym, a na koniec mały sparing 1vs1 z miejscowym "terrorystą", który po wypłaceniu liścia złożył się jak scyzoryk.


Wreszcie pojawiła się flaga na płot. Dzięki zbiórkom na meczach i hojności kilku osób "Prochownia" zawisła na płocie. Swój debiut poza Pionkami miała na meczu w Garbatce. To był prawdziwy najazd. Samochodami i pociągiem stawiło się nas tego dnia na sektorze około 110. Super oprawa, doping na poziomie 3 ligi. Budziliśmy zachwyt i szacunek.


Jako nowa ekipa w regionie zaczęliśmy też być ciekawi dla kibiców z innych miast. Iłża miała do nas stosunek mocno negatywny. Podobnie było z Szydłowcem. Udaliśmy się tam na wyjazd w 15 a efektem był jeden stracony przez nas szal. W 50 osób zameldowaliśmy się również w Przytyku. Pełna egzotyka i folklor. Odbijanie z radiowozu "Tumka" z Alei, tańce na scenie i świetna zabawa. Bardzo ciekawie było natomiast w Taczowie gdzie graliśmy z Wulkanem Zakrzew. Krótkie, ale ostre spięcie z miejscowym pospolitym ruszeniem i strażakami ochotnikami. Zapamiętali nas tam na długo. W efekcie dwóch kibiców zostało powiniętych przez policję i troszkę póżniej wrócili do domów. Kolejny mecz wyjazdowy w Siennie ze względu na dziwne akcje niebieskich opuszczamy. Udanie kończymy za to jesień odległym wyjazdem do Gielniowa. Tylko 25 osób, ale atmosfera totalnej integracji i alkoholizacji. Po drodze kierowca zabiera nawet zwykłych ludzi na łepka, którzy myśleli, że to kursowy autobus PKS a musieli słuchać naszego dopingu przez dobre 15 minut. W podzięce nie wspomogli nas nawet kaską do puszki. Chamstwo zawsze w modzie.

 


wyjazd do Gielniowa (jesień 2005)


Wiosną długo wracaliśmy do wysokiej formy. Najpierw świetny doping i oprawa na domowym meczu z Polonią Iłża, a potem praktycznie odpuszczone wyjazdy do Suchej i Mogielnicy. Im głośniej było o nas w regionie, tym bardziej musieliśmy uważać na kibiców innych ekip. Swoją robotę robiła też policja i coraz ciężej było zorganizować dobry wyjazd. Mimo tego konkretną ekipą zajechaliśmy do Skaryszewa (50 osób). Miejscowi po lekkiej napince odmawiają ustawki. Najciekawszym meczem rundy rewanżowej było domowe spotkanie z Szydłowianką Szydłowiec. Goście wspomagani przez Polonię Iłża stawili się solidną ekipą i chcieli troszkę porządzić przy Sportowej. Weszli z bramą, mieli małe spięcie z piknikami i ochroną. W pewnym momencie zostali wyproszenie ze stadionu i stojąc za bramą od Sportowej przeżywali ciężkie chwile. Z jednej strony pikniki+ochrona a od internatu biegła już pionkowska ekipa mocnych wrażeń. Niektórzy z przyjezdnych nie wytrzymali nawet ciśnienia i przeskakiwali przez płot na internat. Do awantury nie doszło. Sytuację opanowali działacze Prochu. Po jakimś czasie zajechała policja. Spisali Szydłowiankę i Polonię, zapakowali w autobus i odesłali do domu.


Wiosną praktycznie nie odpoczywaliśmy. Na wyjazd do Wolanowa udaliśmy się w 15. Jak to na wiosce folklor i nudy. Najciekawsze miało dopiero przyjść. Wyjazd do Orońska został odpuszczony. Tego samego dnia chuligańska ekipa Prochu pojechała do Skaryszewa, gdzie swój mecz rozgrywała Polonia Iłża. Przy lekkim wsparciu miejscowych kibice IKS-u zostali rozjechani, rozbici i wygonieni ze stadionu. To chyba raz na zawsze rozwiało wątpliwości, kto rządzi w radomskiej okręgówce.

 

wyjazd do Przytyka (jesień 2005)


Rośliśmy w siłę. Zauważali nas nie tylko w regionie, ale i na Mazowszu. Tworząc praktycznie coś od podstaw, w ciągu dwóch lat zbudowaliśmy naprawdę świetną ekipę i to pod każdym względem. Wreszcie wszystko było poukładane organizacyjnie. Na każdym meczu zbieraliśmy datki do puszki na oprawy. Udawało się zbierać nawet i do 300 złotych. Regułą było 150-200 zł. Pojawiła się kolejna flaga "Proch 1926", a także duże flagi na kijach. Zamawialiśmy nowe wzory szalików. Do tego vlepki i inne gadżety. Prężnie działa strona internetowa.
2006 rok to również rok jubileuszu 80-cio lecia Prochu. Z tej okazji na Sportową zawitała Korona Kielce by rozegrać towarzyski mecz. Pomimo soboty i dość wczesnej pory w młynie zasiadło 100 osób.

 

 

kibice vs. oldboye Prochu

 


 

Pierwszy sezon w okręgówce był udany pod każdym jednym względem. Zapanowała moda na Proch. Ludzie z ciekawością przychodzili na mecze. Nie tylko dla gry piłkarzy, ale i dla tego, co dzisiaj zaprezentujemy na trybunach.



na festynie w Pionkach, powrót z meczu z Garbatki


Sezon 2006/07 (okręgówka)

Początek każdej rundy wiosennej, to dla nas czas praktycznie zawsze stracony. Część ludzi wyjeżdża na wakacje, część gdzieś pracuje. Dlatego też o kilku pierwszych meczach w Naszym wykonaniu lepiej zapomnieć. Ekipa lekko rozruszała się po wyjeździe do Garbatki. Fatalna pogoda a mimo to tego dnia było nas tam 50. W 20 stawiliśmy się na meczu Pucharu Polski w pobliskiej Jedlni. Ciekawie było za to na wyjeździe do Przytyka (25 osób). Alkohol i słaba gra zrobiły swoje. Przerwaliśmy dwukrotnie mecz a związek ukarał Proch walkowerem. Za pierwszym razem wnieśliśmy bramkę treningową na boisko a za drugim po prostu przeszliśmy na drugą stronę nie mogąc patrzeć dłużej na nędzną grę naszych kopaczy. Kilka tygodni później ponownie wypadł nam mecz do Garbatki tym razem na Puchar Polski. Miejscowi weszli w jakiś dziwny układ z Kozienicami, które tego dnia ich wspierały. Jako, że to nasza najstarsza kosa i u nas nastąpiła wyjątkowa mobilizacja. Około 80 osób zebrało się stacji PKP. Po końcowym gwizdku sędziego szybki sprint na sektory miejscowych a tam popłoch i panika. Połączone siły Garbatki i Kozienic nie podejmują walki. Wszyscy zrywają się w ekspresowym tempie. Jedni do zagród i obór a drudzy do autokaru. A tak dzielnie nas cały mecz wyzywali. Dobrą pasę wyjazdową podtrzymujemy udając się w 15 na mecz do Przysuchy, gdzie kopacze grali z KS Potworów. Po wydarzeniach w Garbatce dostajemy jednak zakaz wyjazdowy i kończy się na tym, że oglądamy zwycięstwo Biało-Zielonych zza siatki. Nie mogliśmy również opuścić kolejnego wyjazdu, który wypadł do Iłży. Stosunki z fanami IKS-u były naprawdę złe i wiadomo było czy to może się skończyć. Dwa nabite autobusy, 97 osób i lądujemy na rynku w Iłży. Przemarsz przez miasto z dopingiem a pod stadionem zatrzymuje nas policja. Okazuje się, że tego dnia zakaz wyjazdowy będzie surowo wyegzekwowany. Spisują nas, robią pamiątkowe zdjęcia, pakują do autobusu i po emocjach... Tego dnia Polonia wyjątkowo się zmobilizowała i dodatkowo była wspierana przez Szydłowiankę. Jesień kończymy wyjazdem w 18 do Błędowa. Jak to na zakończenie rundy pełna integracja, alkoholizacja, różne dziwne akcje ("pożyczanie" piłek i kamizelki ochroniarskiej od Sadownika, wizyta na stadionie w Warce, bujanie toj-toja). To była całkiem przyjemna runda.

 

 

oprawa na wyjeździe do Skaryszewa (wiosna 2006)


Ważne wydarzenie miało miejsce w Radomiu. Radomiak widząc wojny Szydłowianki, Polonii i Prochu, które były przecież jego FC, urządza spotkanie i topór wojenny zostaje zakopany. Szło to wszystko opornie, ale w końcu się udało. Jako FC Radomiaka wspomagamy ich zarówno na meczach domowych (baraże z Odrą Opole, Cracovia w Pucharze Polski, Lechia Gdańsk, Hutnik Warszawa, Olimpia Elbląg, jak i na wyjazdach: Pruszków, Ostrowiec, Góra Kalwaria, Olsztyn). W 2007 roku zostajemy po raz pierwszy zaproszeni na turniej kibicowski organizowany przez fanów Radomiaka. Drużyna Wariaty '06 odpada w 1/4 a na trybunach świetny doping (30 osób) i super zabawa. Byliśmy chyba najbardziej widoczną grupą tego turnieju.


Sezon 2006/07 to również sezon, w którym powstała nazwa naszej grupy. Po wielu sondach na forum, rozmowach i pomysłach ustalono nazwę Wariaty '06. Wkrótce powstała też flaga tej ekipy, na której znalazł się cytat z hip-hopowej nuty składu Molesta Ewenement.
Zimą organizujemy wielką zbiórkę pieniędzy na cele kibicowskie. W klubie głośno mówiło się o awansie, pojawiały się wzmocnienia składu. My też dobrze chcieliśmy przygotować się do wiosny. Efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania. Przez cztery zimowe miesiące udało nam się zebrać 1280 złotych! Wynik jak na klub okręgówki naprawdę rewelacyjny. Byliśmy nie tylko najlepszą ekipą okręgówki, ale i ścisłą czołówką regionu radomskiego.

 


rodzinne zdjęcie po wycieczce do Skaryszewa


Rundę rewanżową zaczynamy od mocnego uderzenia. Wprawdzie nasi kopacze przegrywają z rezerwami Mazowsza Grójec 0-3, ale na trybunach świetna zabawa, około 70 osób w młynie, super oprawa, bieg z flagami na około stadionu i inne patologie. Następny mecz wypadł do Sienna. Tam jakoś zawsze było nam za daleko, ale z drugiej strony nikogo nie ciekawi wioska, gdzie porządku pilnuje Ochotnicza Straż Pożarna a na trybunach siedzi paru meneli. 15 osób to i tak niezły wynik. Rewelacyjnie wypadło za to wielkanocne jajeczko w Przysusze. Nabitym do granic możliwości autokarem pojechaliśmy na Oskara. Około 70 osób, Stara Gwardia, dawno nie widziane twarze. Pierwsze butelki już pękały zanim kierowca zdążył ruszyć. Ten wyjazd na zawsze zostanie w pamięci wszystkich tych, którzy w nim uczestniczyli. Dobrą formę podtrzymaliśmy przy Sportowej po przyjeździe Plonu Garbatka. Oczywiście kibiców gości jak zawsze 0. My za to świetnie się bawiliśmy, jedna z lepszych opraw w tym sezonie a do tego mocny doping. Momentami palce lizać. Piłkarze dziękują nam wygrywając 4-1. Siłą rozpędu jedziemy w 30 do Suchej, a tam jak zawsze wiejskie klimaty i totalna nuda. Coraz słabsza gra kopaczy sprawia, że atmosfera na trybunach zaczęła siadać. Dlatego tylko w 20 pojechaliśmy na majówkę do Orońska. Opłacało się. Poprawiliśmy nasze kontakty z Szydłowianką, która nas tego dnia wsparła. Wspólny doping, zdjęcia i spożywanie alkoholi. Warto było. Kolejne spotkanie to mały protest z naszej strony. Zamiast 5 ligi mamy kolejne porażki. Dlatego na meczu z KS Potworów organizujemy grilla i nie prowadzimy dopingu. Część ekipy tego dnia wraz z Szydłowianką Szydłowiec wspiera ich przyjaciół z Orlicza Suchedniów na meczu w Opocznie. Łapiemy drugi oddech i w 45 jedziemy do Wierzbicy. Im głośniej było o nas w regionie tym mocniej działa policja. Konkretna obstawa na meczu i liczne prowokacje. Mimo tego wiosna wyjazdowa trwa w najlepsze. 30 w Radomiu na meczu z Radomiakiem II a na koniec 35 w Mogielnicy. To spotkanie mogło nam otworzyć drogę do 5 ligi. Mimo soboty i bardzo wczesnej pory zjawiamy się na osadzie. Doping i zabawa wyśmienita, ale im gorzej grają kopacze tym atmosfera coraz gorsza. Ostatecznie przegrywamy 1-2 i 5 liga odpływa w siną dal.

 

 

pamiętny wyjazd do Taczowa (jesień 2005)

 

Patrząc z perspektywy czasu runda wiosenna sezonu 2006/07 była jedną z najlepszych od momentu odrodzenia ekipy kibicowskiej. Pojawiły się dwie nowe flagi na płot, kolejne wzory szalików, nowe vlepki, gadżety (czapki zimowe, kalendarzyki kieszonkowe, breloczki). Brakowało nam tylko jednego. Dobrego wyniku sportowego i awansu piłkarzy. To zawsze napędza atmosferę i pomaga rozruszać ludzi.

 


wyjazd do Mogielnicy (wiosna 2007)


Sezon 2007/08 (okręgówka)


Rundę jesienną, jak zawsze rozpoczęliśmy słabo. Wyjazdy do pracy, na wakacje i chyba już znużenie ciągłą grą w okręgówce z klubami bez kibiców, dały o sobie znać.

Runda jesienna (dom)

Obyło się bez większych emocji. Oprócz naszych przyjaciół z Polonii Iłża nikt nas niestety w Pionkach nie odwiedził. Oczywiście mniejsze czy większe grupy pikników z Magnuszewa, Garbatki albo Głowaczowa zaglądały na Sportową, ale na nikim wrażenia to nie robiło.

(wyjazdy)

W tym temacie było znacznie lepiej. Zaliczyliśmy większość wypraw za Prochem i to w całkiem przyzwoitej liczbie. Zaczęło się od Skaryszewa. 10 wiernych kibiców, trzema środkami transportu dotarło do podradomskiej miejscowości. Wyjazd typowo rekreacyjny, ale co ciekawe czekał na nas spory komitet powitalny w postaci straży pożarnej, dwóch radiolek i wzmożonych sił miejscowej ochrony. Jasno widać, że Skaryszew pamiętał ekipę Wariatów '06. Po Skaryszewie 3 osoby incognito na Pucharze Polski w Jastrzębiu z Akcją. Wypalił także kolejny wyjazd do Mirowa na mecz z Gryfią. Od nas 30 osób z jedną flagą, wspomagani przez chłopaków z Mirowa, którzy byli wówczas FC Szydłowianki. Znacznie ciekawsza była eskapada do Lipska. Wynajmujemy dwa autobusy i jedziemy tam w prawie 100 osób. Z oprawy piro i baloniki. Poza oprawą żadnych atrakcji być nie mogło. Jak zawsze solidną bandę wystawiła policja. Ciekawie było w Warce. Tam udajemy się jednym autobusem w ponad 40 osób. U miejscowych niezła ekipa przewracających się meneli a poza tym smutek i nic się nie dzieje. Wchodzimy z bramą, która niechcąco przewraca się na miejscowego działacza:-). Na meczu sporo wrzut na byłego grajka Prochu, a wtedy Warki Marcina Karskiego, które o mało co nie zakończyły się grubszą awanturą. Najwidoczniej Karski nie był przyzwyczajony do krytyki. Na zakończenie jesieni stawiamy się w Przysusze w około 25 osób a wspomagają nas chłopaki z Szydłowianki Szydłowiec. Mogło być ciekawie, gdyby nie wtrącili się niebiescy, a tak to wszystko rozeszło się po kościach.


wiosna 2008

wyjazdy

Wiosenne wyjazdy wypadły nam gorzej niż sobie zakładaliśmy. Powód tego był jeden i zasadniczy. Problemy z przewoźnikami. Nasz sprawdzony transport z PKS Radom po wybrykach kibiców innej drużyny nie chciał z nami nawet rozmawiać a przewoźników z Pionek odwiedziła policja i ceny, jakie nam dyktowali były nie do przyjęcia. Pozostały tylko samochody osobowe.

Iłża (30 osób)

Mecz przyjaźni z Polonią, wspólny doping i konsumpcja.

Magnuszew (0 osób)

Pomimo, że transport załatwiany był z tygodniowym wyprzedzeniem niestety nie udało nam się odwiedzić tej osady a zapowiadało się naprawdę ciekawie.

Mogielnica (15 osób)

Gospodarze podejmują próbę ataku. Jednak nasza zdecydowana postawa trochę ich zaskakuje i w efekcie pomimo ich dwukrotnej przewagi liczebnej kończy się tylko na przepychankach i wyzwiskach a w całość wkracza policja.

Garbatka (60 osób)

Po rozwiązaniu młynu Garbatki na ostatnim meczu Pucharu Polski, tym razem obyło się bez emocji. Trochę napinki miejscowych i śmieszne rozkminki z menelami. Tak dobra w sumie nasza liczba była spowodowana przejazdem sponsorowanym przez PKP.

Sucha (30 osób)

Mecz, jakich wiele w naszej okręgówce. Bez kibiców rywala, folklor, śmieszne postacie miejscowych, ale co najważniejsze kolejny wyjazd zaliczony.

Błędów (5 osób)

Piknikowa atmosfera i oczekiwanie na mecz Euro z Niemcami.


Dom

Wiosna upłynęła pod znakiem walki o Nasz klub. Burmistrz Pionek popadł w konflikt z działaczami i szereg jego absurdalnych decyzji spowodował Nasze reakcje. Nasyłanie kontroli finansowych, wyrzucanie juniorów z boiska podczas treningu, zamykanie stadionu na tydzień czasu, brak jakiejkolwiek pomocy finansowej to była codzienność Prochu. Swój stosunek do burmistrza wyraziliśmy na meczu z Powiślanką, gdzie wywiesiliśmy 2 skierowane do niego transparenty „Romuald Zawodnik ... szkodnik” i „pechowy 13 Zawodnik”. Kilka razy prowadziliśmy także akcje plakatowe na mieście a na meczach w Pionkach wyrażaliśmy głośno i wyraźnie swój stosunek do burmistrza. Nie pozwolimy zniszczyć ponad 80 lat historii i tradycji!!

Jeżeli chodzi o mecze domowe to tylko jeden zasługuje na uwagę. Mowa tu oczywiście o spotkaniu z Powiślanką Lipsko. Podczas innych spotkań nasz młyn liczył 20-50 osób. W głównej mierze spowodowane to było nudą, jaka panuje w okręgówce. Pokazaliśmy już swój potencjał, nie ma tu dla nas możliwości rozwoju a nikomu nie uśmiecha się ciągła mobilizacja na drużyny, które o kibicach mogą tylko pomarzyć.


Proch – Powiślanka Lipsko

Kilka dni przed datą spotkania na mieście pojawiło się ponad 200 plakatów zachęcających do przyjścia na stadion i wsparcia naszej drużyny. Plakaty zdały egzamin i na stadionie według różnych szacunków zasiadło około 800 osób, z czego 250-300 w młynie (12 - Radomiak, 30 - Szydłowiec, 30 - Iłża), gości ze zgodami 70-80. Wszyscy przed wejściem na stadion zostali dokładnie przeszukani i sfotografowani. Wywieszamy 4 flagi + Szydłowiec i Iłża po jednej, przyjezdni też dobrze oflagowani. Warto wspomnieć o transparencie pokazującym nasz stosunek do burmistrza, który wszelkimi możliwymi sposobami stara się zniszczyć Proch - największą wizytówkę miasta. Oprawa tego dnia składa się z kilku części. Na początek meczu leci około 100 serpentyn i spora ilość konfetti. Pod koniec pierwszej połowy meczu prezentujemy transparent o treści "Tym się różnimy, my się rodzimy a was wykopują" z humorystycznym obrazkiem pola pełnego buraków, lekarzem który odbiera poród „wyciąga z ziemi buraka", oraz z informacją że jest to Lipski Szpital Położniczy. Na początku drugiej połowy podświetlamy 20 stroboskopami folię "Piromani spod plebanii", a w dalszej części spotkania swój debiut ma sektorówka wymiarów 20x4,5m a wokół niej odpalamy 16 rac. Kolejnym elementem oprawy była baloniada ze 100 balonów, 50 w kolorze białym i 50 zielonych. Na koniec odpalamy dwie świece dymne koloru zielonego i pół kilo saletry, która "kopci" na biało, przy czym machamy biało-zielonymi flagami. Goście nie przygotowali tego dnia żadnej oprawy. W trakcie meczu sporo bluzgów z obu stron. Doping z naszej strony bardzo dobry z relacji ludzi słyszalny w cały mieście. Gdy śpiewaliśmy Powiślanka praktycznie nie słyszalna. Po zakończeniu spotkania piłkarze dziękują nam za doping i zachodzą z murawy, w tym czasie około 100 osób przeskakuje na murawę i zaczyna biec w stronę kibiców Powiślanki, którzy pospiesznie schodzą z sektora, szybka reakcja policji, której na stadionie było bardzo dużo, uniemożliwiła starcie. Powiślanka zostaje wyprowadzona ze stadionu w szczelnej eskorcie. Po meczu zaplanowaliśmy gościną dla naszych przyjaciół z Radomia, Szydłowca i Iłży. Niestety kibice Polonii w policyjnej obstawie opuścili Pionki i nie mogli wybrać się z nami na melanż w pobliskim lesie, gdzie imprezowaliśmy do późnych godzin.


Wiosną wspieramy również Radomiaka Radom, którego jesteśmy FC:

- 3 osoby w Olsztynie na meczu z OKS1945

- 19 osób w Radomiu na meczu z SMS Łódź


Tradycyjnie też, jak co roku bierzemy udział w Turnieju Kibiców Radomiaka, gdzie grali także przyjaciele ze Stali Rzeszów i Polonii Iłża. Na turnieju tym meldujemy się w 30 osób z dobrym oflagowaniem i mocny dopingiem, który gasł w miarę spożycia i utraty świadomości przez niektórych. Ostatecznie zajmujemy tam 8 miejsce.



wyjazd do Przysuchy (jesień 2007)

 


pierwsza oprawa po powrocie do okręgówki 2005 (mecz w Pionkach z Orłem Gielniów)


 

wyjazd do Przysuchy (wiosna 2007)

 

 

mecz z Koroną Kielce

 

 

 

mecz z KS Kozienice/Janików

 


mecz z Powiślanką Lipsko

 

 

 

nagroda od kibiców dla Łukasza Glisty

 


wyjazd do Warki (jesień 2007)



wyjazd do Wierzbicy (mecz z Gryfią) jesień 2007

 

 

wyjazd do Orońska (wspólne zdjęcie z Szydłowianką) wiosna 2007

 


wyjazd do Wierzbicy (mecz z Orłem) wiosna 2007


 

 


po wyjeździe do Wierzbicy

 


zbiórka na wyjazd do Lipska

 

 

"wielkanocne jajeczko" w Przysusze

 

 

mecz przyjaźni w Iłży (wiosna 2008)