Dziś mamy 06 grudnia 2019 roku

Multimedia

Najbliższe wydarzenia

sobota 7 grudnia, godz. 10:00

XXI Turniej Mikołajkowy w halowej piłce nożnej drużyn rocznik 2009

hala sportowa ul. Sosnowa w Pionkach

 

środa 11 grudnia, godz. 17:30

podsumowanie roku w grupach młodzieżowych

Centrum Aktywności Lokalnej w Pionkach

 

piątek 13 grudnia, godz. 18:00

Wigilia Klubowa

Ostatni mecz

Mazur Karczew 2:0 (1:0) Proch Pionki
16 listopada Godzina 12:00

Galeria



Nasi sponsorzy

 


 

Grali tylko po przerwie. Proch nie dogonił Mszczonowianki i stracił ważne punkty

Data publikacji: 10-11-2019r. Godz. 12:53

Niezła druga połowa nie wystarczyła piłkarzom Prochu do tego, żeby zdobyć przynajmniej punkt w sobotnim meczu z Mszczonowianką Mszczonów. Goście do przerwy prowadzili 2:0. Kontaktową bramkę na kwadrans przed końcem zdobył Kacper Wnuk, który w polu karnym przeciął uderzenie "Meksa" Siwahli. "Biało-zieloni" stracili komplet punktów i jednego zawodnika. W drugiej połowie poważnej kontuzji barku doznał Tomasz Bartosiak i będzie wyłączony z treningów na około osiem tygodni.

Grali tylko po przerwie. Proch nie dogonił Mszczonowianki i stracił ważne punkty

Proch zaczął z Mateuszem Szczepańskim na pozycji numer 9. Kapitan rozpoczął w ten sposób czwartą setkę występów w biało-zielonych barwach, a przed meczem odebrał symboliczną koszulkę oraz sporych rozmiarów obraz za dotychczasowych 300 gier dla Prochu. Niestety na tym przyjemne momenty dla Szczepańskiego się zakończyły, bo w pierwszej połowie był mało widoczny, nie dostawał praktycznie podań z drugiej linii i przez 45 minut oddał tylko jeden strzał na bramkę Mszczonowianki i to ze stojącej piłki. To była 33. minuta i rzut wolny, po którym piłka minimalnie przeleciała nad bramką strzeżoną przez Daniela Leszczyńskiego. W przerwie Szczepańskiego zmienił Siwahla, który rozruszał grę do przodu. Drugą ważną zmianą było przejście Joela ze skrzydła na pozycję wysuniętego napastnika. Zawodnik z Kamerunu po raz kolejny udowodnił, że tam czuje się najlepiej. Zanim do tego doszło "biało-zieloni" przegrywali do przerwy już 0:2...

 

 

W pierwszej połowie dobrą okazję do zdobycia bramki miał Kacper Nowocień. Z lewej Dawid Poddębniak.

 

Mszczonowianka do przerwy sprawiała lepsze wrażenie. Dłużej utrzymywała się przy piłce, grała agresywnie i przede wszystkim była zabójczo skuteczna, bo dwa pierwsze celne strzały na bramkę Prochu zakończyły się dwoma golami.

 

Piłkarze trenera Rogali przez pierwsze pół godziny grali bez wyrazu, momentami na alibi, bez elementu zaskoczenia, dobrego rozegrania akcji przez środek pola i statycznie w ofensywie. Rozruszali się dopiero wtedy, gdy przegrywali już 0:2 i trzeba było gonić wynik. W 38. minucie po długim podaniu z własnej połowy od Janiszewskiego w dobrej sytuacji znalazł się Nowocień, ale z czternastego metra przestrzelił nad poprzeczką. Ostatni kwadrans to spora przewaga Prochu, niestety nie udokumentowana golem. Blisko szczęścia był w 44. minucie Joel Tata. Niewygodny strzał Kameruńczyka bramkarz gości wybił na rzut rożny.

 

 

W drugiej połowie Joel przeszedł ze skrzydła na pozycję numer 9 i od razu coś zaczęło się dziać pod bramką Mszczonowianki.

 

Po przerwie mecz się otworzył. Proch nie miał nic do stracenia, a przyjezdni mieli od razu więcej miejsca na boisku i w pierwszym kwadransie drugiej połowy mogli to wykorzystać. W 49. minucie koszmarnie spudłował Damian Pociech. Kapitalną okazję miał w 55. minucie Gliński, ale jego uderzenie ofiarnie na linii bramkowej zatrzymał Pachlerski. 120 sekund później było ciekawie po drugiej stronie boiska. Janiszewski z rzutu wolnego trafił w poprzeczkę. Obrońca Prochu wyjątkowo nie ma farta w tej rundzie, bo to już jego kolejny strzał z wolnego, gdzie do gola brakuje dosłownie centymetrów.

 

Mimo porażki Proch pozostał na 9. miejscu w tabeli, ale coś takiego, jak przewaga nad strefą spadkową teraz nie istnieje. W ostatnim meczu rundy jesiennej podopieczni trenera Rogali zmierzą się w przyszłą sobotę w Karczewie z zdesperowanym Mazurem, który zrobi wszystko, żeby zakończyć serię sześciu gier bez wygranej. Z powodu kontuzji zabraknie zabraknie Tomasza Bartosiaka. Pod znakiem zapytania stoi występ Emila Kapusty, który na początku drugiej połowy zszedł z urazem kolana.

 

 

Mecz bardzo pechowo zakończył się dla Tomasza Bartosiaka. Na dwadzieścia minut przed końcem pomocnik Prochu w niegroźnej sytuacji doznał poważnej kontuzji barku. Prostu ze stadionu pojechał do szpitala w Kozienicach. Pierwsze diagnozy mówią o ośmiu tygodniach przerwy od futbolu. Zdrowia Owen!


RAPORT MECZOWY

 

JAK PADŁY BRAMKI?

0:1 Kamil Hernik 24 minuta - zbita piłka na osiemnasty metr. Zawodnicy Prochu nie poszli agresywnie na Hernika, który miał czas, żeby przyjąć, poprawić i przymierzyć przy słupku.

0:2 Mateusz Gliński 36 z karnego - zagranie na drugi słupek. Norbert Wnukowski zbyt agresywnie asekurował na piłkę i rzucił się pod nogi strzelca pierwszej bramki, Hernika. Kapitan Mszczonowianki nie pomylił się z jedenastu metrów.

1:2 Kacper Wnuk 76 minuta (ligowy gol numer 16) - Zieliński na prawej stronie zagrał do Joela Taty, który w polu karnym dobrze odegrał Meksowi Siwahli. Ten uderzył, jak przyszła z pierwszej piłki w kierunku bramki, a tor lotu piłki po drodze przeciął Wnuk.

 

Proch: 77. Wnukowski - 5. Kapusta (57', 18. Zieliński), 3. Jaroszek, 4. Janiszewski, 6. Pachlerski (80', 16. Trzos) - 19. Bartosiak (74', 14. Denkiewicz), 10. Kisiel (59', 11. Wnuk), 13. Kędra (84', 17. Skarbek), 20. Joel Tata - 7. Nowocień - 9. Szczepański (kpt) (46', 15. Siwahla).

 

rezerwowy: 1. Maik.

 

Mszczonowianka: 1. Leszczyński - 7. Poddębniak, 3. Gorczyca, 18. Chukwuemeka, 19. M.Janik - 26. Gruszczyński, 8. Gliński (kpt), 9. S.Janik, 5. Ogłoziński - 11. Pociech (76', 6. Cudny), 21. Hernik (90+1', 10. Kucharski).

 

rezerwowi: 12. Stawiarski, 14. Żółtowski, 22. Cybulski.

 

sędzia: Łukasz Trawiński (WS Warszawa)

żółte kartki: Joel Tata - S.Janik, Gliński

widzów: około 270

 

 

Pod koniec meczu sporo do powiedzenia sobie mieli dwaj piłkarze z Afryki. Doszło do małego starcia Kamerun vs Nigeria. Po zakończeniu spotkania Joel Tata i Tony Chukwuemeka rozstali się w koleżeńskich nastrojach.

 

 

W drugich 45 minutach grę do przodu zdecydowanie rozruszał Meks Siwahla. Na zdjęciu skrzydłowy z RPA w indywidualnej akcji, gdzie minął dwóch rywali i w ostatniej chwili jego strzał zblokował Wojciech Gorczyca (tyłem).

Dodane przez JaW
Komentowanie dozowolone wyłącznie dla zarejestrowanych użytkowników.